projekcja kolejnej, jakże cudnej fascynacji.
czerwiec 3, 2008
tym razem mniej ambitnie, lecz bardzo kulturoznawczo, podróżniczo wręcz.
“Hawana była gorąca. Po parnym dniu zaczyna się jeszcze bardziej upalna noc, kiedy barman bez pamięci lał rum do lodowatych drinków z liśćmi mięty, a przez otwarte drzwi na ulicę płynęła kubańska muzyka. Pulchne niemieckie turystki zrywały z ramion żakiety i chustki, dając się porwać do tańca giętkim Kubańczykom. Kiedy przyciskali brązowe palce do ich różowych pleców, powietrze gęstniało od westchnień i milczącej zgody na wszystko, co mogłoby się wydarzyć.”
Tak właśnie Beata Pawlikowska rozpoczyna swoją książkę, “Blondynka na Kubie”. Książka lekka, miła, jak również użyteczna. ciekawskich zapraszam do dyskusji!
zachęta do Hrabala
czerwiec 3, 2008
kilka, mam nadzieję, zachęcających do przeczytania fragmentów, ze “Schizofrenicznej ewangelii”
“I odeszła w górę po schodach koło martwych nenufarów i na pół martwego Jezuska, który mogąc dostać odrobinę, chciał jednak mieć wszystko, a zatem nic.”
“Bo też jeden z braci stał się kociątkiem, drugi mchem, trzeci cyckiem, czwarty świecidełkiem, piąty parasolką i tak dalej.
A także stwierdzam, że z wami nie było wcale zabawnie. Zupełnie jak wówczas, kiedy zaczyna się człowiekowi cknić, a tu szemrane ciałka rozmawiają z wyjątkową duszyczką, której nie ma. Wówczas lepiej iść na stronę i patrzyć na co innego.”
“Obecnie popołudniami Jan siaduje u okna i przygląda się sobie w szybie. Bez lęku. Przylatuje osa w prążkowanym dresie i lezie mu po nosie odbicia w szybie, lezie mu we włosy. Ani chybi kiedy indziej poczułby w mózgu owada chyżo przebierającego piekącymi nóżkami i znikającego w graciarni rozumu. Cały dzień dręczyłoby go to wyobrażenie. Dziś wie, że osa lezie po szybie, a owe drobniuteńkie kroczki to tylko jego domysły.”
wedle zaleceń, fragment pracy rocznej.
czerwiec 3, 2008
“ludzie z pociągu”
„W drodze, bez wytchnienia ciągle, bledną przeszłe dni, z nadzieją w sobie.” – czyli krótka charakterystyka codziennych pociągowych historii, wyśpiewana przez Artura Rojka.
Jestem studentką pierwszego roku. Niemalże każdego dnia dojeżdżam pociągami Kolei Mazowieckich do Warszawy na uczelnię, jak kilkadziesiąt milionów rocznie moich współtowarzyszy podróży. 2 lutego br. w „Polityce” ukazał się reportaż Marcina Kołodziejczyka pt. „Kilometropasażerowie”. “Każdej doby po torach mazowieckiego węzła kolejowego przejeżdża 695 pociągów osobowych, co daje rocznie kilkanaście milionów przebytych pociągokilometrów i kilkadziesiąt milionów przewiezionych kilometropasażerów. To podróże do pracy i z pracy- bliskość Warszawy wyzwala ciągły ruch.” [...]
“Podmiejskie” to nie tylko metalowe puszki transportowe, lecz skrupulatnie zorganizowana czasoprzestrzeń, w której każdego dnia odbywają się „przedstawienia teatralne”, z polskim społeczeństwem w roli głównej, do którego scenariusz pisze czas, ludzie i ich nawyki oraz kilka zakazów zestawionych z nakazami, kolorowo prezentujące się na plastikowych ścianach żelaznego transportera. Takiego obrazu nie powstydziłby sie nie jeden karykaturzysta. [...]
Pierwszą rzeczą z którą spotykam się każdego dnia w oczekiwaniu na transport jest dworzec, a w szczególności peron. Metalowo- betonowa konstrukcja z licznymi zakazami i nakazami.
Na betonowych peronach stoją drewniane ławki, jeszcze nie do końca zdemolowane, z wyrytymi na nich oznaczeniami terenu, podkreślającymi wartość egzystencji setek, a może nawet tysięcy Wojtków, Piotrków, Andrzejów, nie przytaczając dominujących niecenzuralnych epitetów towarzyszących ich imionom, oraz stanu emocjonalnego który spowodował że odważyli się na tak chwalebny krok zniszczenia mienia publicznego. Przecież mają prawo kochać, nienawidzić i głośno o tym mówić. Podobna sytuacja zachodzi za ławeczkami, pod zadaszeniem, które skoro stoi w miejscu publicznym, posiada prawo bycia zawłaszczonym przez młodych ludzi, podpisanych ich obco brzmiącymi >>ksywami<< , wyrażonymi pod postacią współczesnych fresków- graffiti.
dla zainteresowanych: proszę o kontakt